Obecność
Kiedy szukałam w słowniku wyrazów bliskoznacznych słowa obecność, jako pierwsze pojawiły się frekwencja i częstość występowania. Dalej było: bytowanie, egzystencja, istnienie, trwanie i życie. Już samo to wyszczególnienie uświadomiło mi powierzchowność i głębię owego pojęcia. Spróbujmy przyjrzeć się głębi.

Co to znaczy być obecnym? Czy to że siedzę na przeciwko drugiej osoby i patrzę na nią, to już obecność? A może przeżywany aktualnie niepokój świadczy o mojej obecności? A może myśl kłębiąca się w głowie na temat tego, co mówi druga osoba to jest obecność?
Będąc uwrażliwiona w ostatnim czasie na siebie i na kontakty z ludźmi, zauważam jak bardzo mocno tkwimy, pomiędzy tym co było, a tym co będzie, jak dużą część energii pochłaniają nam nasze doświadczenia z przeszłości lub przewidywanie przyszłości. Rozmyślanie, planowanie, fantazjowanie, wspominanie, to główne zajęcie naszego umysłu. Pragnienie, albo tęsknota za czymś. I nie chodzi o to, że te czynności są czymś niewłaściwym, bo przecież bez planowania, czy rozmyślania trudno byłoby żyć, chodzi raczej o zwrócenie uwagi na to, jak ogromną ilość czasu to pochłania. Być może moglibyśmy żyć pełniej będąc tam, gdzie właśnie jesteśmy?
Owa obserwacja nie jest „wyprana” z doświadczenia, bo sama zmagam się z „wodospadem myśli”, ze snuciem planów, czy opowiadaniem historii, zdając sobie sprawę, że jest to często wypełnianie przestrzeni, niż forma głębszego kontaktu, czy próba wyrażenia siebie. I znowu można powiedzieć, że jest to element życia nieodzowny, pytanie jak duży jest jego zasięg?
Dla mnie w każdym razie to duże wyzwanie - koncentracja na tu i teraz, na tym co aktualne, co się wydarza, na tym, co dzieje się dookoła mnie, na tym by bardziej być i rozumieć co to znaczy. Chciałabym zgłębić to, na czym polega umiejętność bycia ze swoim doświadczeniem, w tym co się pojawia, w coraz to nowym, zmieniającym się kontekście. Jak to zrobić, aby otworzyć się na życie, które płynie, które wciąż przynosi jakieś nowe sytuacje?
A może lepiej zapytać co się stało z umiejętnością otwierania się na chwile obecną?
Każdy z nas kiedyś to potrafił będąc dzieckiem, bo dzieci żyją tu i teraz. Koncentrują całą swoją uwagę i energię na bieżącej chwili i na osobie z którą przebywają. Jest to swoistego rodzaju zatopienie w chwili obecnej. Bycie ze swoimi myślami, uczuciami i ciałem. Kiedy się na to patrzy to można powiedzieć, że to jest taka jakby intuicyjna wiedza o tym, że każda z chwil powinna być w pełni doświadczona i wykorzystana. Jak to odzyskać? Jak przybliżyć sobie choć namiastkę tamtego doświadczenia?
Dr A. Romanowska wspomniała kiedyś że właściwa organizacja czasu, to jest taka, która dzieli dobę na 3 części: 8 godz. na sen, 8 godz. na pracę i 8 godz. na bycie ( przebywanie z bliskimi, rozmowy, pasje, miłość). Wg niej zachowujemy wtedy dobrą kondycje i bliski kontakt z ludźmi.
Na taki podział pewnie większość z nas się uśmiechnie i powie, że to jest w dzisiejszym świecie po prostu nierealne. Wytłumaczymy to wzrostem tempa życia, rozwojem cywilizacji itd. Żyjemy w pośpiechu, godzina za godziną, dzień za dniem, pomiędzy wczorajszą rozmową telefoniczną, a jutrzejszym załatwianiem spraw. Chodzimy z kalendarzem i odkreślamy kolejne wyznaczone sobie zadania. W chwili obecnej jesteśmy tylko przelotnie. Nasza teraźniejszość staje się uboga, ulotna i niedoznawalna. Sami sprawiamy by się „nie odbyła”, by jak najszybciej przebrzmiała.
Lidia Węgrzynowicz przywołuje w swoim artykule (1998, s. 12) przypowieść w której mistrz wypowiada następujące słowa: „Bo wy ludzie jak siedzicie, to już idziecie, jak idziecie to już śpicie, kiedy śpicie już wstajecie, gdy wstajecie już idziecie, gdy idziecie, to siedzicie...itd.” Czyż nie tak zachowujemy się na co dzień? Kto z nas potrafi korzystać z tego co tu i teraz.?
Tymczasem bycie tu i teraz wzmacnia kontakt ze światem i innymi ludźmi.
Bo jak mówi Ch. Sills, S. Fish, P. Lapworth (1999, s.110) „(...) obecność to bycie w pełni tu i teraz, [to] zdawanie sobie sprawy z każdej cząstki bieżącej chwili (...), to gotowość do szczerego spotkania (...), uświadomienie sobie własnych myśli, uczuć i zachowań wobec [rozmówcy] oraz relacji którą [się buduje].”
To uważne patrzenie i słuchanie. To dostrzeżenie drugiej osoby z całą mocą swojej koncentracji. Bo jeśli np. uciekasz gdzieś myślami, nie bierzesz pod uwagę tego co czujesz, to czy możesz być obecny?
By zobrazować powyższe rozważania przywołam fragment książki W. Cejrowskiego (2006, s.56)
„(...) naprawdę nie ma nic, co chciałbyś mieć? (...) niczego ci nie brakuje?
- Czasu.
- Jak to czasu?! Przecież całe dnie nic nie robisz, tylko wisisz w hamaku (...)
- Widzisz, gringo, dla mnie szczęście jest wtedy, gdy mogę sobie wisieć w hamaku i nic nie robić. Im dłużej tym lepiej. Nic nie boli, nie nagli, nie czeka. Nikt nie woła (...). Moje szczęście to ta spokojna chwila, która właśnie trwa: nikt i nic niczego ode mnie nie chce, nie trzeba się wysilać, martwić, nigdzie iść. Wy biali znajdujecie swoje szczęście w ruchu, a my [Indianie] w bezruchu. Wy ciągle musicie coś zmieniać, porządkować, ulepszać, a my poszukujemy stanu ukojenia...I kiedy go znajdziemy, to wolimy się nie poruszać, żeby czegoś nie zepsuć (...) Dla ciebie gringo ten mój hamak jest pełen nudy. Dla mnie to raj na ziemi.
- A o czym myślisz, kiedy tak wisisz w hamaku i patrzysz na ten piękny zachód słońca przed nami?
- Nie myślę. Tylko patrzę (...) I to jest właśnie to, czego ty gringo, nie potrafisz robić...Ani nawet zrozumieć.
- Miał rację – nie potrafiłem”.
Pomyśl przez chwile, w jakim stopniu cenisz w życiu aspekt bycia, jak ważna jest dla ciebie obecność? Co robisz, aby być właśnie tam gdzie jesteś? Co robisz, aby nie być właśnie tam, gdzie jesteś?
Literatura:
Cejrowski W. (2006) Gringo wśród dzikich plemion, Warszawa
Sills, Ch., Fish, S., Lapworth, P. (1999). Pomoc psychologiczna w ujęciu Gestalt. Warszawa:
Węgrzynowicz L. (1998), Zawieszeni pomiędzy wczoraj a jutrem, Gestalt nr 5/1998
Packer T. (2007), Światło odkrywania, Warszawa
Myśli różne...
zobowiązanie = zaangażowanie ...
Dopóki człowiek nie podejmie zobowiązania, wciąż jest miejsce na wahania, wciąż istnieje szansa wycofania się i stale brakuje skuteczności. We wszystkich aktach inicjatywy (i tworzenia) ma zastosowanie jedna podstawowa prawda, której nieznajomość zabija mnóstwo pomysłów i najwspanialszych planów: z chwilą gdy człowiek podejmie zobowiązanie, wtedy i Opatrzność rusza do dzieła. Zaczynają się dziać najróżniejsze rzeczy, które w przeciwnym wypadku nigdy by się nie zdarzyły. Moment decyzji zapoczątkowuje cały łańcuch sprzyjających zdarzeń - najrozmaitsze nieprzewidziane wypadki, niespodziewane spotkania i pomoc materialna, o jakich nikt nie mógł nawet śnić. Nauczyłem się głębokiego respektu dla jednego z powiedzeń Goethego: Jeśli jest coś, co możesz zrobić, albo ci się śni, że możesz, zacznij to robić. W śmiałości tkwi geniusz, potęga i magia.
jesteś tu po coś ...
Każda osoba przychodzi na ten świat ze szczególnym przeznaczeniem - ma coś do wypełnienia, jakiś przekaz do dostarczenia, jakąś pracę do wykonania. Nie jesteś tu przypadkowo - jesteś pełen znaczenia. Za Twoim istnieniem stoi cel. Całość zamierza zrobić coś poprzez Ciebie
wątpliwości...
...miałam skłonność do zamazywania oczywistości, podawania w wątpliwość niezbitych argumentów – to był nawyk, perwersyjna joga mózgu, subtelna przyjemność doznawania wewnętrznego ruchu. Podejrzliwe oglądanie każdego sądu, smakowanie go pod językiem i w końcu spodziewane odkrycie, że żaden nie jest prawdziwy, tylko fałszywy, a jego marka sfabrykowana. Nie chciałam mieć stałych poglądów, byłyby niepotrzebnym bagażem...
słowa które wypowiadasz...
„...zdrowa mowa jest jak lutnia o dobrze nastrojonych strunach - wyzbyta wszelkich fałszywych tonów. Jest taka, kiedy posługujemy się nią spokojnie. Nie oznacza to gorączkowego kontrolowania się, bycia wobec siebie surowym czy ciągłego starania się, aby nie powiedzieć czegoś niewłaściwego. Oznacza jedynie to, że nasza mowa jest prosta i zdyscyplinowana. Nie paplamy nerwowo tylko dlatego, że wszyscy zamilkli, a my czujemy się tym zakłopotani. Nie kraczemy też jak wrony. Wszystko już przecież słyszeliśmy - bywaliśmy obrażani, bywaliśmy też chwaleni. Bywaliśmy w sytuacjach, gdy wszyscy się na nas wściekali, i w sytuacjach, gdy wszyscy byli spokojni. Czujemy się w świecie jak we własnym domu, bo zaprzyjaźniliśmy się ze sobą i nie odczuwamy potrzeby bezustannego gadania. Nasza mowa jest powściągliwa i sensowna - kiedy rozmawiamy, naprawdę się komunikujemy...”
